grin – Polish Translation – Keybot Dictionary

Spacer TTN Translation Network TTN TTN Login Deutsch Français Spacer Help
Source Languages Target Languages
Keybot      42 Results   16 Domains
  febetra.be  
Grin Beograd
Like 2 Smile
  14 Hits www.benelli-motos.be  
by Grin
przez Margo
  6 Hits www.saffm.centrekabir.com  
Text: Ewa Mańkowska-Grin
Tekst: Ewa Mańkowska-Grin
  6 Hits www.superdreckskescht.com  
Moderator of discussion: Irek Grin
Moderacja dyskusji: Irek Grin
  2 Hits www.arco.it  
Deep beneath the earth, greedy claws drive pickaxes into rock. Surveying the work, a wicked grin plays across the kobold king’s face. You brave adventurers may have dealt the kobolds a grave defeat today, but make no mistake: there is always a new treasure to unearth, a new mine to dig, and a new hoard to amass.
Głęboko pod ziemią chciwe, pazurzaste łapy kują skały kilofami. Król koboldów obserwuje posuwające się prace z nikczemnym uśmiechem. Może i plany koboldów zostały na dziś pokrzyżowane, ale nie łudź się: zawsze będzie jakiś nowy skarb do odkrycia, nowy szyb do wykopania i nowy łup do zdobycia. A kiedy wrócisz, by im to odebrać, koboldy będą gotowe.
  ec.jeita.or.jp  
In May 2003, I signed up for a week-long pilgrimage. The moment I boarded the bus, I realized I had a permanent grin pinned on my face, a joy I could not explain. I didn’t know why I was going to Medjugorje.
To, co się ze mną działo, wprawiało mnie w zakłopotanie, lecz z jakiegoś dziwnego powodu tego nie kwestionowałam. W maju 2003 r. zapisałam się na tygodniową pielgrzymkę. W chwili, gdy wsiadałam do autobusu, uświadomiłam sobie, że do twarzy mam przyklejony ciągły uśmiech, radość, jakiej nie mogłam wyjaśnić. Nie wiedziałam, dlaczego jadę do Medjugorja. W autobusie byłam otoczona przez bardzo pobożnych katolików, wielu z nich jechało tam na dłużej. Lecz zamiast poczucia wyobcowania, odczuwałam akceptację. Nikt nie odrzucił mnie z powodu moich pytań, wątpliwości czy oczywistego braku wiary. Każdy, kogo spotkałam podczas tej podróży, wydawał się być postawiony tam, żeby mi pomóc w moich poszukiwaniach.
  www.sounddimensionsmusic.com  
In May 2003, I signed up for a week-long pilgrimage. The moment I boarded the bus, I realized I had a permanent grin pinned on my face, a joy I could not explain. I didn’t know why I was going to Medjugorje.
To, co się ze mną działo, wprawiało mnie w zakłopotanie, lecz z jakiegoś dziwnego powodu tego nie kwestionowałam. W maju 2003 r. zapisałam się na tygodniową pielgrzymkę. W chwili, gdy wsiadałam do autobusu, uświadomiłam sobie, że do twarzy mam przyklejony ciągły uśmiech, radość, jakiej nie mogłam wyjaśnić. Nie wiedziałam, dlaczego jadę do Medjugorja. W autobusie byłam otoczona przez bardzo pobożnych katolików, wielu z nich jechało tam na dłużej. Lecz zamiast poczucia wyobcowania, odczuwałam akceptację. Nikt nie odrzucił mnie z powodu moich pytań, wątpliwości czy oczywistego braku wiary. Każdy, kogo spotkałam podczas tej podróży, wydawał się być postawiony tam, żeby mi pomóc w moich poszukiwaniach.
  myladyboycupid.com  
They meet between their native countries in the heart of Europe, in the Czech Republic. Therefore, with a grin they describe their cooperation arrangement as "GASTARBEITER". This mix of three countries has a major impact on their creation when seeking and combining modern technology with traditional crafts, the combination of which provides innovative aesthetics.
Para autorów Lars Kemper (NIemcy) i Peter Olah (Słowacja) dzieli wspólną pasję, którą jest sztuka nowoczesna i design. Obaj designerzy pracują poza swoimi ojczyznami, a z geograficznego punktu widzenia ich współpraca układa się doskonale. Spotykają się między swoimi krajami ojczystymi w sercu Europy, w Czechach. Dlatego też w żartobliwym tonie swój duet autorski nazywają „GASTARBEITER”. Wpływ takiej mieszanki trzech krajów znacząco oddziałuje na ich twórczość przy poszukiwaniu i zestawianiu nowoczesnych technologii z klasyczną produkcją rzemieślniczą, których połączenie oferuje innowacyjną estetykę. Zestawiają tradycyjne materiały i metody interpretacyjne ze świeżym i nowoczesnym stylem, przesuwają granice designu i produkcji, stojąc jednocześnie na stanowisku, że najważniejsza zawsze pozostaje jakość.
  warsze.polin.pl  
In Żary, Mr Grin, knowing about our visit, got up before dawn, and was waiting at the station at six in the morning to take us to his place where we received a lavish treatment: he served us Jewish dishes, and in the wintertime he lit up the stove and prepared a potful of hot tea.
Jednym z obowiązków Teatru Żydowskiego, podobnie jak TSKŻ mieszczącego się przy placu Grzybowskim 12/16, były występy w ośrodkach regionalnych. Formowano w tym celu tak zwane brygady artystyczne, dziesięcio-dwunastoosobowe, które czasem były w drodze i przez czternaście dni z rzędu, objeżdżając całą Polskę zdezelowanym autokarem. To były przygody! A jakie przywitania! W Żarach pan Grin, wiedząc o naszej wizycie, wstawał przed świtem, o szóstej rano był już na dworcu, zabierał nas do siebie w gościnę. Serwował potrawy żydowskie, zimą palił w piecu i grzał gar herbaty. Często nie rezerwowałem hotelu, wolałem nocować u miejscowych. W Katowicach obowiązkowym punktem programu była wizyta u mojego ojca, który był niezmiernie dumny, że ja, wychowanek tamtejszego TSKŻ, występuję teraz na głównej scenie teatru. W Lublinie tamtejszy ośrodek TSKŻ nie dysponował własną salą na koncerty, więc wynajmował pomieszczenia w Lubelskim Domu Kultury albo nawet w akademiku... Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zdarzyło się nam również występować w głównej auli KUL – przy pełnej widowni! Moja działalność we władzach TSKŻ zaczęła się właśnie od ustalania tras takich wypraw. W latach dziewięćdziesiątych zostałem wybrany do zarządu głównego Towarzystwa, byłem działaczem koordynującym sprawy teatru, włącznie z wyjazdami do ośrodków, do moich obowiązków należało przygotowywanie sprawozdań z wyjazdów. Miałem też doskonały kontakt z członkami TSKŻ w poszczególnych ośrodkach. Zapraszano mnie tam często prywatnie – byłem popularnym aktorem, liczono na wspólne biesiadowanie, opowieści. Zdarzało mi się więc prosto po spektaklu wsiąść w pociąg i jechać do Szczecina. Bywało, że towarzyszył mi w tych wyprawach siedemdziesięcioletni wówczas Michał Szwejlich, ulubieniec publiczności. We wtorek wracał na próbę.