|
|
Cała dzielnica wyglądała niepozornie. Domy wznoszono w konstrukcji szkieletowej, budy i składziki stawiano gdzie popadnie, na murowane kamienice trzeba było poczekać do połowy XIX wieku. Bo wtedy wrocławscy Żydzi zaczęli się wreszcie bogacić. Odnosili sukcesy w handlu, bankowości, przemyśle, kulturze, nauce i polityce. Błyskawicznie awansowali, a wraz z nimi awansowała cała dzielnica. Szczególnie ciekawe są świątynie. Prawosławna katedra przy ul. św. Mikołaja była kiedyś kościołem św. Barbary. Świątynia służyła cechowi tkaczy, a także białoskórnikom, mydlarzom i karczmarzom, którzy mieli tu nawet osobną emporę. Wielu z nich spoczęło w tej świątyni na zawsze i nie przeszkadzało im, że nekropolia otaczająca kościół była miejscem pochówku samobójców. Z kolei synagoga Pod Białym Bocianem to budowla, która zaczęła się od sporu pomiędzy Żydami liberalnymi a Żydami ortodoksyjnymi. Liberałowie - bogaci kupcy, znani w całej Europie uczeni, wielcy finansiści - rezygnowali z tradycyjnych ubiorów, obcinali pejsy i długie brody. Czuli się "Niemcami wyznania mojżeszowego", chcieli mieć wykształconych na niemieckich uniwersytetach rabinów, a modlić się w okazałych świątyniach, nie zaś w ciasnych "szulach". Biały Bocian dzieło wybitnego architekta Carla Ferdinanda Langhansa Młodszego, syna twórcy berlińskiej Bramy Brandenburskiej, jest na miarę ich ambicji. Natomiast historia kościoła ewangelicko-augsburskiego pw. Opatrzności Bożej przy ul. Kazimierza Wielkiego zaczęła się wielką katastrofą czyli wybuchem wieży prochowej, który zniszczył świątynię w budowie.
|