|
|
Przypatrzmy się uważniej tej interesującej wypowiedzi. W roku 1996 Konferencja Episkopatu nadal jeszcze trwa przy orzeczeniu, które przyjęła w deklaracji z Zadaru 11 kwietnia 1991. Orzeczenie to zapadło wówczas na podstawie badań, które ustanowiona w roku 1986 komisja prowadziła przez trzy lata, czyli mniej więcej od 1987 do 1990. Tym samym pośrednio przyznano, że nie uwzględniono pierwszych sześciu lat (1981 -86), ani sześciu lat począwszy od 1991, kiedy to z powodu wojny badań zaniechano. Ale przecież w czasie tych dwunastu lat fenomen Medjugorja żywotnie egzystował, wywołując w latach wojny olbrzymi rezonans w postaci wydajnej pomocy z całego świata, świadczonej niewątpliwie przez pielgrzymów i grupy zainspirowane wydarzeniami w miejscowości. Pomimo, iż wojna dotoczyła się aż do granic osady, sama ona pozostała nietknięta i wydaje się oazą spokoju. Czy można to wszystko pomijać? W atmosferze wojny, nasyconej maksymalnie nienawiścią i wrogością, wyszły z Medjugorja, z ust wizjonerki Vicki, takie słowa: musimy kochać także Serbów, naszych wrogów. Czy to wszystko tłumaczy się na sposób naturalny? Kto choć trochę orientuje się w rozlicznych wysiłkach podejmowanych by zgłębić fenomen Medjugorja, ten dziwi się pochopnemu - oględnie mówiąc - orzeczeniu Konferencji Episkopatu, że w Medjugorju nie ma zjawisk nadprzyrodzonych. Co z faktem, że według wszystkich opinii lekarskich doznający objawień są psychicznie zdrowi i normalni. A co ze sformułowanym po specjalistycznych badaniach werdyktem profesora Joyeuxa, że młodzi ludzie podczas widzenia są w stanie rzeczywistej ekstazy, której nie sposób symulować ani sztucznie wywołać. Co z wieloma setkami uzdrowień, których wg lekarzy nie można przypisać sztuce medycznej? Żeby nie wspomnieć o niezliczonych nawróceniach i duchowych doświadczeniach, czyniących wierzących chrześcijan z niewierzących i oddalonych od Kościoła ludzi.
|